|
Ostatni połów sł.R.Wójtowicz mel.tradycyjna
I. Zapachniał im świt, wilgotny poranek Zza wzgórza bił blask, jak co dnia Ostatni łyk kawy i worek na ramię Drewnianych drzwi próg minąć czas Już buty wkładali żegnając rodziny Kto wie, czy ostatni to raz Łodzie na cumach, w rytm fali tańczyły Godziny odliczał im czas
II. Rob, Lewis i Steward, dwaj bracia i ojciec Za rybą pływali od lat Za sterem stał Pat, co Stewarda był bratem I mówili, że w kościach czuł wiatr Dobrze znali przysłowie, że morze pokaże Co żeglarz na lądzie jest wart Na połów płynęły dziś głowy rodziny Bo połów udany to skarb
III. Już wszystko dokoła ogarnął horyzont Już w sieciach znów ryb pełen trał Nie będą głodować dziś nasze rodziny Bo połów obfity Pan dał Wtem Lewis zakrzyknął – Hej spójrzcie tam w górę Ten obłok brunatny to sztorm Da Bóg przytulimy dziś do snu rodziny Da Bóg, przytuli nas dno
IV. Pat sterem obrócił, by wziąć kurs na dom Lecz szybszy od niego był go wiatr Ster wyrwał się z rąk, żagiel trzasł, huknął bom I Lewis na dek twarzą padł Rob skoczył ku niemu, już obaj za burtą Walczyli, lecz zabrakło sił Żywioł pokazał naturę okrutną Dwóch braci w głębinach swych skrył
V. Zawrzała krew w żyłach, i morze zawrzało Lecz synów nie odda już nikt Trzymaj się Pat, jeśli wiary ostało Nadziei światełko się tli W kolejnym przechyle burtą wodę nabrali Na fali położył się maszt Steward i Pat wolno w dół opadali Nadziei kaganek już zgasł
VI. Zapachniał im świt, wilgotny poranek Zza wzgórza bił blask, jak co dnia Ostatni łyk kawy i worek na ramię Drewnianych drzwi próg minąć czas Dziś jak dawniej rybacy świtem w morze wychodzą Bo połów udany to skarb Dla rodzin wspomnieniem dla młodych przestrogą Są Rob, Lewis, Steward i Pat
|